Skip to main content

kamerka

pamiętam tylko, że napisał jej: ej, podoba mi się
ten twój pierdolnik w pokoju, że tak tam macie
jak we włoskiej rodzinie co się chowa przed słońcem.
na zewnątrz od upału topią się kamienie a u was 
spokój, mikrokosmos, czarno-białe filmy,
suszarka dźwiga grzecznie sprane żonojebki,
szklanki są po kompocie, ale tak błyszczą, wiesz, 
jakbys piła z nich chianti. no i co z tego,
że z tej perspektywy nie widać sufitu, przecież tam
musi się kręcić sufitowy wiatrak, leniwy
i białożółty jak słoniowa kość, jak koszulka-namiot
matki ulepionej z wielu ciast na pizzę

Comments

  1. Nie umiem sobie wyobrazić tego "pierdolnika"...

    ReplyDelete
    Replies
    1. może nigdy nie piłaś chianti w szklankach po kompocie?

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem