wszystko, co niepotrzebne


idę, włączam sobą zraszacze w ogrodach
i fotokomórki bram. ten czerwiec mógł przecież
wyglądać inaczej: powietrze zleipone w bryły
wysypało się z szafek, by parzyć nas w stopy.
w mieszkaniu prawie nie ma chłodnych rzeczy ―
nagrzała się nawet ta północna ściana,
której dajesz policzek przez sen. jak to jest,
że nikt nie przyleciał do nas tym razem
samolotem nurkującym w las, że musimy się zmieniać
na warcie w okienku z widokiem na ludzi,
czekać końca starań i błagać o czasy,
w których można już pachnieć mydliną i wracać
do domu najbardziej okrężną z dróg. kochana,
przy naszej ulicy mieszka dziad z wózeczkiem
na wszystko, co niepotrzebne. jak to się ma
do wrażenia, że czcionka na insta jest mniejsza
bo ktoś coś jakby pozmieniał, pomieszał nam szyki,
gdy dzień zbyt wcześnie domknęłyśmy snem.

Comments