Skip to main content

Posts

Featured

czarnuszka

rano wystraszył się własnych tatuaży. był luty, skóra ramion już oddała słońce, by w dni, jak ten lekko świecić w ciemności. miał chyba pięć lat, gdy strzelał do turystów, a z wakacji przywoził maskotki made in china, każde „o” domykał w lewo, przez co latynistka nazwała go kiedyś żydziątkiem. gdy podjechał, od razu oddałyśmy mu torby, jakby w nich były wyłącznie jego rzeczy: sprany tiszert z logo klubu, który nic nie znaczy, chleb obklejony od spodu mąką i ta powieść, którą czyta od tyłu. wystaw dłoń przez luft po ptaki rzucone z małej piąstki na niebo jak czarnuszka na wiatr. wysiądziemy na wstążce pobocza między wsią a wsią, gdzie chłopiec z lufą ma bazę z plandeki; jakaś chmura nakryje nas sobą, jak szklana kopuła miękkie ciastka i ułożę ci wtedy ślimacze domki w jakąś ciemną wróżbę na resztę tego dnia. wyczekamy sobie odpowiednią przezroczystość ciał i znikniemy na tle nieba białego od wrześniowych dymów.

Latest Posts

różowe polary

namiot

czarne włosy pszczół

latarka