Skip to main content

łyko



od marca ubyło tu wody. widać to wyraźnie po szybkich grzbietach ryb tnących zakurzoną taflę jeziora. ryby nie zdążyły zmienić tras przepływów, mają zbyt krótką pamięć. wydaje im się, że tak jak teraz było też wczoraj, przedwczoraj i przed miesiącem. jestem pewna, że to nieprawda. czasem przepływają tędy brzuchy ryb zamiast grzbietów i stąd wiem, że mam rację. 
ona zna się na tajemnicach lasu. przyfruwają do niej ptaki. mówi, że ryby spławiają się wieczorem, gdy woda rozprowadza po zatokach słońce roztopione jak masło. nadal nie umiem wykreślać podwodnych map, ale wiem więcej o ten jeden obraz, o kilka obco brzmiących wyrazów, o zapach ciemnych włosów rozgrzanych od słońca. 
w wodzie, której ubyło, wyrosły łydki otyłych mężczyzn. czekały na optymalne warunki: na zieloną wilgoć z dużą ilością słońca i dymu z grillowych rusztów, na trzynasty księżyc nocą. łydki są mokre tylko do połowy, jak wszystko co pionowe i tutejsze. tylko połowa ciemnych włosów oblepia bladą skórę jak ślepe trasy korników w białym klonowym drzewie, w białym, wilgotnym kłączu. 
jeśli nikt nie zawoła tych mężczyzn na obiad, jeśli nie odciągną ich niedzielne dzwony ani kombajny zamówione na przedpołudnie, ich ciała wypuszczą z siebie nadmiar (ale tylko do połowy) a ich łydki znieruchomieją na czas stawania się trzciną. drzazga z pomostu zebrana pod paznokieć urośnie w mule do rozmiaru korzenia i zatrzyma ich na dobre, wykonując cichą pracę przekształcania żył w mięsiste łyko. jesienią przybędzie tu wody. nadmiar ukryje pomarańczowe grzebienie płotek i żółte brzuchy karasi, a także wszystko to, czego nie powinniśmy oglądać. nowe trzciny, rude w jednej czwartej od dołu, stwardnieją pod przyszłe przymrozki.
ale póki co widać wszystko — rozrzedzone od upału ściany tętnic jeziora, suche włosy brzegów, muliste łono pełne pomniejszych muszli, przechowujące w sobie mokre truchła szerszeni.

Comments

  1. Czytam z wielką przyjemnością piękne słowa o prostych rzeczach... jestem pod wrażeniem :)

    ReplyDelete
  2. wciągające ... czytałabym dalej :>

    ReplyDelete
  3. Mam takie dni, że wrastam i nikt nie woła.
    Ale czy nie dlatego przestałam słyszeć na lewe ucho, żeby zawsze móc myśleć - znów nie zawołali?
    Niesamowity tekst, jak to Ty.

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem