pożar marketu w Działdowie





omijali autostrady i liczyli koniczynę: trzysta drugi,
trzysta trzeci kwiat. na wszystko był czas; ciemne skórki
w żytnim chlebie dowiozą już miękkie, w sandałach
ślady stóp. piętnaście lat temu widzieli tu łosia,
który wszędzie jest u siebie i było trochę tak,
jakby dali nura we włazy tajnych bunkrów, gdzie śpią
głupie dzieci pogubione w ciuciubabkach. nie kręć tylko
zbyt długo czarna korbką od szyb ― jeszcze wpuścisz do środka
nieporadne gzy, pył z topoli, wiatr w porcjach,
który kiedyś mógł mieszkać we włosach, ale teraz
poczułby się zrobiony na siwo. na granicy województw,
tuż za rzeką z pikseli robią postój, patrzą w dal, a tam
jakiś przekaz bez spacji od Indian, trzask pleksi. między szynkę,
rzodkiew a sałatę masłową, włożą dym, swąd gumowych flamingów,
atlas grzybów z „Naj” bez stron o maślakach, kwaśne jabłka
tym razem upieczone przed czasem

Comments

  1. Pierwsze zdjęcie mi się bardzo podoba
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie! :)

    ReplyDelete

Post a Comment