Skip to main content

podium





























rok później wciąż tam była. prawdopodobnie trzeszczała ortalionem przechylając się przez ławkę jak trocinowa kukła, ale nie słyszałyśmy tego. nie słyszałyśmy też czy oddycha, co myśli, czy jej kroki kończą się tąpnięciem i zgrzytem  drobinek piasku rozsypanych po asfalcie. odchodziła chwiejąc się lekko na boki, jakby uczyła się chodzić. z niskich krzewów wyrastał komin, który odmierzał puls jakiegoś podziemnego zwierzęcia, tętniące czerwonawo uderzenia mechanicznego serca, uśpionego póki co, ale czujnego. peryskop na oddech.
nie jestem pewna, czy patrzyła w naszą stronę, bo na jej twarzy splątała się ciemność wypluwana co chwilę przez sztuczny las. brzozy z białego PCV, przykurzonego lekko za sprawą zachodnich wiatrów niosących piach, nie odbijały światła. nad przegarnianiem mroku pracowała tu zresztą tylko jedna latarnia o obłej, brudnej żarówce, która rychło napęcznieje od ciem i pęknie, wysypując nam na głowę owadzie truchła. 
miała białe włosy. białe od prawdziwych brzóz, których już nie ma. wyobrażałyśmy ją sobie na podium jakichś zabawnie archaicznych zawodów sportowych, ubraną w zbyt krótkie spodenki opięte na masywnych udach. spodenki są czerwone, koszulka biała, lampasy kremowe a medal brązowy, jak gówno. stoi tam nie wiedząc co zrobić z rękami. będzie to widać na zdjęciach, których nie wytnie z gazety żaden syn ani wnuczek, które zestarzeją się na smutno i na żółto, które spłoną pod białą kuchnią, pod wielkim garnkiem z lepką i gęstą czarniną. 

Comments

  1. Replies
    1. zaskoczyło mnie, że się pojawił. długo tkwiłam w słownej próżni. cieszę się, że coś komuś robi.

      Delete
  2. bardzo ciekawe kadry, a tekst.. poezja..

    ReplyDelete
    Replies
    1. choć proza :) zawsze mnie trochę odchyla w tę poetycką stronę. dziękuję.

      Delete
  3. Dlaczego tak?
    Może jest zbyt prawdziwa? Prawdziwością nie do przyjęcia?
    Niezwykły tekst.

    ReplyDelete
    Replies
    1. nie wiem, mam ochotę bywać w okolicach brzozowego lasu co wieczór, żeby sprawdzić, czy mi się nie śniła.

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem