Skip to main content

czas zimowy

'to strasznie chujowa sprawa ― być małą akacją i rosnąć przy murze' ― powiedziałam

relatywizm

kompot

tuja, która czułaby się lepiej w kosmosie (przynajmniej tak się jej wydaje)



w mieszkaniu, w którym nas już nie ma
zastałam zegary.
uparcie ciągnęły na wskazówkach czas letni:
skołtuniony jak sieci młodych pająków,
zakurzony od słońca,
które teraz budzi się i zasypia na różowo
pod dyktando pierwszych przymrozków.


Comments

  1. Za pół roku będzie to czas aktualny. Niech sobie godziny biją własnym rytmem. Niedługo zostanie zespolony z naszym.

    ReplyDelete
    Replies
    1. postanowiłam w ogóle nie przestawiać. może przy tak delikatnej materii w ogóle nie powinno się majstrować

      Delete
  2. w pustych pokojach czas płynie najprawdziwiej. mimo to zegary zawsze wskazują tam złą godzinę. zapomnienie wymyka się porządkom.

    ReplyDelete
  3. Tuja jeszcze trochę podrośnie i może spełni swe marzenia, jeszcze tylko kilka razy zmieni się czas na letni.

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem