Skip to main content

glonojady







czasem tak jak dziś czuję, że nic już nie jest piękne. nic. może tylko lasy. ale oprócz nich już nic. wszystko pokrywa dziwna warstwa śluzu i łatwo jest ubrudzić sobie o to ręce, powieki, osierdzia. jak po śmierci jakichś ważnych glonojadów, których nie dokupimy sobie w zoologicznym.


halo, hej: to co próbujesz czuć jest jak ból fantomowy.
albo fantomowe łaskotki.
kuriozum, ale jednak się zdarza.
może pora spróbować przestać?


Comments

  1. Mówię sobie - może coś zrobię, coś, co ma sens. Co dotyczy jakiegoś centrum, a nie tylko rozgałęzień. Ale czy ja właściwie mam coś poza nimi?
    A tam, w środku, boję się przekłuć banieczki, bo wypłynie, zaleje, szare i lepkie.

    ReplyDelete
  2. Czasem nic nie jest piękne, a czasami jest tak cudownie, że nie wiadomo, w którą stronę patrzeć i czym najpierw się zachwycać. Trzeba dokładniej się przyglądać bo może to piękno czai się pod kamieniem. Glonojady też mają urok. Przynajmniej dla siebie nawzajem :)

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem