Skip to main content

czemu lubię drzewa

"Współżycie z innymi jest dla mnie torturą, a mam innych w sobie. Nawet z dala od nich jestem zmuszony do współżycia z nimi. Jestem sam, a otacza mnie tłum. Nie mam dokąd uciec, chyba, ze ucieknę od siebie.
O, wielkie góry o zmierzchu, wąskie ulice w świetle księżyca, obym miał waszą nieświadomość (...) Drzewa, co jesteście tylko drzewami z waszą przyjemną dla oka zielenią, nie związaną z tymi troskami i zmartwieniami, tak kojące dla mych niepokojów, ponieważ nie macie oczu do patrzenia ani duszy, która mogłaby ich nie zrozumieć i drwić z nich! Przydrożne kamienie, odrąbane pnie drzew, zwykła anonimowość ziemi wokół, mojej siostry, ponieważ wasza niewrażliwość na moją duszę jest mi pieszczotą i odpoczynkiem (...) Olbrzymie  morze, mój hałaśliwy towarzyszu dzieciństwa, dajesz mi odpoczynek i kołyszesz mnie do snu, twój głos nie jest bowiem ludzki i nie może któregoś dnia cicho wyrecytować ludzkim uszom wszystkich moich słabości i niedoskonałości. Rozległe niebo, niebo błękitne, bliskie tajemnicy aniołów, ty nie patrzysz na mnie zielonymi oczami, a jeśli na swe łono wpuszczasz słońce, to nie po to, by mnie zdradzić, a jeśli gwiazdy, to nie dlatego, że mną gardzisz. Wielki spokoju Przyrody, matczynej swą nieświadomością mego istnienia (...) Chciałbym się modlić za twoją jedność i twój spokój w dowód wdzięczności za to, że możemy kochać się bez podejrzeń i wątpliwości (...)."

Fernando Pessoa, Księga niepokoju

Comments

  1. zaciekawiła mnie ta książka :>

    ReplyDelete
    Replies
    1. jeśli do tego stopnia, że do niej zajrzysz, to będzie świetna decyzja! :3

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem