Skip to main content

podchody

może dziś poczekam na nią w łasze piachu
jak biała ryba z bardzo czujnym okiem
czasem tylko ruchoma w skurczu ogona
ale poza tym cicha. może dziś poczekam
i może nie każą mi znowu
wchodzić na ciasto, na kompot,
mętny od wiśniowych skór, matowych nocy,
może przemknę cicho tą wydeptywaną dróżką
która odtwarza naziemne trasy gołębi,
postawię mały but na chwiejnej drabinie,
oderwę się od ziemi z kulką odwagi w sercu.
ale nim zegnę kolano, już dobrze znam odpowiedź:
na mój zamiar warczy zamiar psa o długich nogach,
budzony w cieniu stodoły od drgania miękkiej powieki,
wilgotny i gwałtowny jak cząstki śliny, gdy szczeka.
sukę musieli dopuścić późnym, wrześniowym wieczorem
bo skóra brutusa jest sina jak nowa bańka na mleko.
a ogar był z drugiej wsi i wieźli go do nas przez rzekę
niebiesko-żółtym promem - zabawką przez kałużę.
może dzisiaj poczekam w ciszy. niebo ciemnieje nad lasem,
będziemy bawić się szybko, według ścisłej metody,
żeby zdążyć przed ulewą, co w dziurach upchnie króliki,
porzeczki umyje z kurzu i wyjaskrawi drogi.
póki co noszę upał na czole, kleją mi się zęby.
choć czyściłam sandały, chowam w nich piach i pęcherze,
marzy mi się jezioro nad które jedzie się długo,
tak długo, że aż się wątpi: raz, potem drugi, bez przerwy,
wraca się, jedzie przez wieczór, przez pierwsze sierpniowe chłody
przyjmując między piegi suche kolizje owadów
by dać się w końcu przekonać, że tutaj też jest życie
a z tym będzie najtrudniej kochanie, w to najciężej uwierzyć.
może w wieczór jak ten szybciej przyrasta strupów,
księżyc jest w pierwszej kwadrze i świeci mi prosto w rany
a przecież to wciąż dobre czasy, gdy nie spodziewam się ran,
nic nie wiem o źródłach rzek, o trawach, że tną, o umieraniu.
może dzisiaj poczekam aż ta mała madonna
zejdzie do mnie po schodach depcząc zabawki z plastiku
jakby miała za nic wszystkie wieczory, grudnie, sznury,
i po jednym strupie na każdy pytajnik.

Comments

  1. Czytam już czwarty raz. Taki piękny!
    Bardzo bym chciała czuć, gdzie jest życie, a gdzie go (dla mnie) nie ma. Jakoś wszędzie jest i to mnie przeraża. Nawet w Fortitude bym mogła mieć życie:)
    Mała, już duża madonna ... Moje nie przetrwały niestety.

    ReplyDelete
  2. madonna nigdy nie dorosła, dlatego musiałam o niej napisać.

    teraz myślę o tym nadmiarze życia i dochodzę do wniosku, że to też musi być nieznośne. jak zwykle jednak wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

    Magda, lubię twoje wizyty!

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem