Skip to main content

jarzeniówki






— Czasem to tak wiesz, jadę tramwajem i myślę, że chciałbym odwiedzać biblioteki. Ale nie wszystkie. Tylko te, w których baby posadzone za starymi biurkami w kolorze ochry, nie mają nic do roboty. Jesienią to się rzuca w oczy, nie?
— Pogięło cię.
— Bo byłoby chyba całkiem nieźle, żeby te baby nie wsiąkły tak zupełnie w depresyjne światło jarzeniówek. Wiesz o czym mówię? Czy jest coś bardziej depresyjnego od bibliotekarki pod jarzeniówką? To ja bym chciał właśnie bywać codziennie w jednej miejskiej bibliotece. Wybierałbym te najmniejsze, wciśnięte nie wiadomo po co w przestrzeń dzielnic, których nikt nie podejrzewa o czytelnictwo. I tam na półkach O psie, który jeździł koleją i Dzieci z Bullerbyn. Od wejścia postanowię, że nauczę się wreszcie odróżniać Lasse od Bosse.
— Srosse. Sam napiszę książkę. O życiu. O tym co tu i teraz.
— O facecie, który potknął się o dużego, białego psa?
— Ciebie naprawdę pogięło...


biegam, czytam, piszę. buduję dialogi. kobieta-rakieta potrafiła mnie obudzić do tego ostatniego roku.

a z innej beczki i tego samego skojarzenia: 'budzik zreperowałem, już nie dzwoni' 

i jeszcze trochę z Brandysa, który zrehabilitował się w liście Zyndrama: 'Ile diabłów i aniołów mieści się w łebku od szpilki? Pożyłbym chętnie w kraju, gdzie pasmo gór dzieliłoby dobro od zła.'

'Lektorat z teorii filmu na amerykańskim uniwersytecie to rzecz interesująca, ale ty wiesz, że chodzi o coś więcej. O czym marzysz. Czego pragniesz. Teraz, dzisiaj. O tym mi donieś natychmiast.' no właśnie. to cytat, który chciałam ci dać. teraz, dzisiaj-czego pragniesz? slow life, kochanie.








Comments

  1. Piękna, złota. Czasem jak się trafi słoneczny dzień, to jest idealnie.
    Wiem, wiem, że mało mnie tutaj. W ogóle mało mnie ostatnio wszędzie. Nie udaje mi się nigdzie zakotwiczyć na porządnie z braku czasu i tak w pełni sobie być. Na brak zdjęć też trochę narzekam, bo rzadko miewam chwilę, żeby złapać za aparat, coraz rzadziej... Ale, ale! Postaram się zawitać tu częściej, może się uda, kto wie.
    Rozważałam pracę maturalną o Stachurze, ale stwierdziłam, że znając polonistów w moim mieście, nie napisałabym jej tak, żeby zadowolić komisję, więc zmieniłam.
    Ale bardzo chętnie posłucham, jeśli szepniesz mi coś o swojej pracy o Stedzie. Rękę bym sobie dała przez pół życia uciąć, że będziesz pisać o nim, to niech chociaż wiem co nieco na ten temat, proszę, Ewelino!

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem