Skip to main content

południowy wschód




























boję się, że miejsca
zmieniają się pod moją nieobecność
a nawet na pewno wiem, że tak jest
tylko patrzę pod nogi i trochę udaję

sale gimnastyczne w gimnazjach
stały się sterylne i nie pachną materacami
wygniecionymi przez cherlawe plecy
ze skoliozą, z brązowymi plamkami na kręgach

stołówki przestały podawać
ryż z truskawkami i śmietaną.
w ogóle ryż nie lepi się już w bryły
a herbata stygnie nie pękając na wierzchu 

boję się, że miejsca
całkiem przestają mieć znaczenie
że zawiśniemy wszyscy w jasnej kuli światła
że ktoś odkazi nam z piachu
poobijane kolana

Comments

  1. Replies
    1. a to tylko wyimek z moich codziennych strachów

      Delete
  2. Ale napisałaś!
    Czuję, że wystarczy, przestać patrzeć na miejsce, a ono już się zmienia, pozornie wyglądając tak samo. Dawne miejsca straciły nas, straciły to, co z nas miały. Ulegają nowym wpływom. Nie podtrzymujemy ich życia.
    Mam nadzieję, że to co my dostaliśmy od miejsc, jest nienaruszalne, siedzi i nie zginie.
    Boję się tam zaglądać....

    ReplyDelete
    Replies
    1. mam za dużo takich miejsc. przerażają mnie niepilnowane zegary, nieużywane łóżka, niebulgoczące rury-puste mieszkania. a od kiedy przestałam bywać w Bieszczadach panicznie boję się tam pojechać. szkoły, do których chodziłam funkcjonują pod innymi imionami, zmieniają się nazwy ulic, kurz osiada na książkach. wymienia się okna na nowe, zamiata kąty, pozbywa wydeptanych dywanów a ja oddycham coraz szybciej. nigdy nie myślałam, że będę kiedyś taką sentymentalną ślamazarą.

      myślę, że to co my dostajemy od miejsc, ta cała przestrzenna intertekstualność, została już w coś przepisana/przemyślana/przetransponowana w jakikolwiek sposób. to wszystko chyba nie zginie, chyba nie może. nawet jeśli będzie gdzieś siedziało nieuświadomione i bardzo po cichu.

      (uwielbiam wszystkie twoje wizyty i wszystkie ślady po nich)

      Delete
  3. skąd tak dobrze znasz moje lęki??

    ReplyDelete
    Replies
    1. zbiory naszych lęków muszą się gdzieś przecinać

      Delete
  4. Ta oczywistość mnie wciąż zdumiewa - przyszłe dzieci będą wspominać odkażony świat, tak jak my trzepaki i zapach sali gimnastycznej. Będzie im to wspomnienie opadać w środku, jak puch.

    ReplyDelete
  5. Wciąż tu wracam i wracam.
    Myślę teraz o miejscach, które umarły dla mnie. O bardzo ważnych miejscach, o których najdrobniejsza nawet myśl wprawia w drżenie. Żyją tylko w środku i nie popsuły się. Gdy tam przyjeżdżam, coś strasznego chwyta mnie za gardło, bo są zupełnie puste i nie wążne.

    ReplyDelete
  6. Świetny tekst i klimatyczne zdjęcia

    ReplyDelete
    Replies
    1. tym razem jakoś do siebie przystają :) dziękuję

      Delete
  7. Brak słów. Poczułam zapach materacy i ryżu z truskawkami. I odkażanie kolan.
    Wow. (okropnie brzmi to słowo, ale naprawdę nie mogę żadnego sensownego znaleźć)

    ReplyDelete
    Replies
    1. ważne, że w środku się zadziało. na zewnątrz mi też nigdy nic nie wychodzi.

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem