Skip to main content

Posts

środek pokoju

dzwony kościoła przekrzykują się z syreną strażacką przed nadejściem tornada. siedzimy z M. pod kocem pośrodku pokoju, bo ktoś gdzieś kiedyś mówił, pewnie w filmie, że środek jest w takich sytuacjach bezpieczny. gdy jest po wszystkim, wychodzimy na drogę. to wczesny poranek z wyjątkowo ostrym słońcem. przy stojaku na bańki po mleku leży gałązka akacji, chociaż żadna akacja nie rośnie w zasięgu wzroku. na rowerze, od strony wsi, jedzie listonosz. mówi nam, że tym, co mieszkają na górce, tornado uniosło do góry czerwony ciągnik, a całkiem zabrało małego, białego psa. wtedy jeszcze wszystkim wierzymy na słowo. M. chwilę milczy, a potem pyta mnie, czy myślę, że pies szczekał w locie, czy może malał na horyzoncie w całkowitym psim milczeniu.
Recent posts

most dla zwierząt

chodźmy wzdłuż autostrady, bo tam nie ma ścieżki
z psem, co pobiegnie przodem by szukać zajęcy
a górą, mostem dla zwierząt
sarny z naszych lasów pójdą mieszać się z innymi
będę się rumienić w najbielszym ze słońc
nieświęta pomiędzy świętymi

baranek

kościół, w którym nie bywam, jest z czerwonej cegły
akurat gdy przechodzę dzwonią na klękanie. trzy dzwonki,
te po baranku, co go trzeba błagać
o to, co możemy dawać sobie sami. jeszcze tylko papieros
z paczki, co została,
(bo nie było sensu palić z brakiem ciebie)
i będę mogła wreszcie szczerze się ukorzyć
nad musem z wilczych jagód i zbyt czerstwym chlebem

murek, na którym mieszkają ślimaki

jak tylko weszłam, powiedziałam ci w gorączce
o murku, na którym mieszkają ślimaki,
choć w tej nazwie miejscowej było tylko pół prawdy:
murek należał także do trzmiela,
który jeszcze nie był suchą łupiną, dopiero zaczynał
dźwigać na grzbiecie pyłek i pył.
ty jednak najbardziej na świecie chciałaś się dowiedzieć
czy ślimaki były otwarte i pełne, czy odrywane od betonu
wydawały jakiś dźwięk a ja znałam tylko
dźwięk skorupek pękających pod butem






kolor środka

piach

jest problem z tym pozimowym piachem: nie wysechł jeszcze na tyle, by można go było zamiatać, a mimo to idę do ciebie po pręgach od gałęzi mioteł. ktoś próbował  za wszelką cenę zrobić tu porządek. nie otwieraj, możemy przecież jechać tym grzmiącym od ciężaru tramwajem przez deszcz, nową trasą, która się nie skończy mimo braku torowiska. pojedziemy dalej między ogródki działkowe, gdzie stanie nasz obłąkany, malowany w słońca i muchomory dom, i nikt, nigdy nie trafi do nas z pocztą, jedzeniem śmiercią na telefon
po prostu nie odbieraj, jeśli nie chcesz uczyć się potem wstawania z podłogi

dzikie gęsi albo druga w nocy

"Dzikie gęsi wracają. Nocami, gdzieś w górze, z zachodniej strony narasta gęganie, przesuwa się nad głowami i cichnie w oddali. W dzień po niebie przepływają szeregi ptaków ustawionych w linię skośną lub klin o jednym ramieniu krótszym od drugiego. Skrzydła biją miarowo, co jakiś czas szyk rozsypuje się, inna gęś obejmuje prowadzenie, pozostałe z tyłu szybkimi uderzeniami skrzydeł dołączają i znów linia się wyrównuje. Ptaki wędrują i rozmawiają w locie: Jesteś? - Jestem. Zwolnić? - Nie trzeba. - Wszystko w porządku? - O tak!".



Simona Kossak, O ziołach i zwierzętach


to taki czas, że nic, tylko zazdrościć gęsiom.

bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem