Wednesday, January 18, 2017

precle

to już ta godzina, że nie złapiemy nawet
ostatniego tramwaju do zajezdni. idziemy
schodami w dół. może któryś ze sklepów
w przejściu podziemnym na rogu dwóch ważnych ulic
wciąż jeszcze sprzedaje precle, wilgotne od dnia,
skurczone od nocy. kupiłabym ci tego jasnego
z resztką sezamu, bo wiem, że często śnisz
o ziarnach, łuskach, że wyobrażasz sobie
jak kiełkują z nich ciemne nocne pędy,
a każdy ma po jednym okrągłym
i białym owocu na gałęzi. milczymy,
a nad głowami dudnią nam wagony i myślę przez chwilę,
że coś przeoczyłyśmy w rozkładach, rozchodach,
lecz gdy rozpinam płaszcz by sięgnać
po mapę tego dziwnego miasta
w kieszeni na piersi znajduję tylko
dwie pestki brzoskwini. szybko obliczasz,
że poza miłością przypadło nam w udziale
osiemnaście miligramów cyjanku

ptaki latają kluczem


Tuesday, January 17, 2017

uchyl mi piętro

uchyl mi piętro. właściwie nie mam nic
na obronę tych trzech słów, oprócz pewności,
że tak brzmiał tytuł dziwnej piosenki, a ta
miała w sobie trzy kolory: granatowy, biały i jednak, proszę mi wybaczyć,
trochę czarnego. może była fiordem, albo po prostu
górką koło kościoła, spod której widać kominy
i sylwety dzieci w szalikach. bardzo wielka szkoda,
że w tym miejscu nie pojawi się link do YT. po prostu ze snów
nie kopiuje się linków, a przynajmniej mnie to nie wyszło,
chociaż marszczyłam wtedy brwi aż do pionowej bruzdy,
coraz głębszej przecież,
w skórze pomiędzy nimi. nie wiem nawet od kogo ta przesyłka,
więc nie będzie podziękowań w zakończeniu. nie wiem
jak dotarła w sam środek snu, na zimowy, nocny przystanek
autobusu linii 98, który kiedyś wyznaczono pod Centralem.
zostawmy to tak jak jest. niech każdy sobie zanuci
piosenkę w trzech kolorach.
uchyl mi piętro, bo w moim śnie za dużo jest
metalowych rzeźb w kształcie kuli i jakby tego było mało,
wszystkie rdzewieją od śniegu z deszczem. tutaj pada
tylko wtedy, kiedy patrzy się pod światło a ja
patrzę pod światło cały czas.