Skip to main content

śpiew


być może, gdy będę stara jak orzech włoski z nitką,
znaleziony w pudle na bombki i łańcuchy
zabiorę na drogę czarną herbatę
przelaną ostrożnie do butelki po coli.
być może przesłodzę, bo co to szkodzi,
kiedy zaraz przyjdzie umierać; człowiek coś musi
mieć z tego życia i niech to
nawet będzie cukrowy, mętny osad
na dnie małej butelki, kilka zakrętów
łagodnych jak nory, rozpiętych tak,
że można pozdrawiać lokomotywę a w palcach
długo obracać kulkę chleba,
aż będzie jak księżyc. być może wtedy
będę chciała śpiewać dziwną pieśń
w przedziale białym od braku słońca,
nosowo, raczej patrząc w dół,
by od teraz się przyzwyczajać

Comments

  1. Bardzo mi bliski magnetyzm umierania.
    Przepiękny wiersz i dreszczowe słowa "...nosowo, raczej patrząc w dół..."

    ReplyDelete
    Replies
    1. usłyszałam taki śpiew w starym wagonie regio. dużo w nim było

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem