Skip to main content

pamięć



boję się pomyśleć jakby to było, gdyby ryby miały doskonałą pamięć. gdyby przechowywały w najszczelniejszych rejestrach powietrznych pęcherzy każdy bezdech znad powierzchni wody, każdy biały promień światła prosto w oko i każdy ostry dźwięk, którego nie wycisza staw. gdyby szczęśliwie oswobodzone z haczyka wracały do swoich w wielkim szoku, z wiedzą, której już nie można się pozbyć. z obrazem świata istniejącego za bardzo, obrazem rzeczy otoczonych wyraźnym konturem, jaskrawych i mających w sobie zbyt mało ciemnej, gnijącej zieleni zmieszanej  z ugrem, który cuchnie mułem. 
pamięć wyklucza każdą beztroskę w ruchach ogona, wyposaża na resztę krótkiego rybiego życia w paraliżujący strach przed cieniami na wodzie. pamięć sprawia, że rybie usta dobrowolnie wysuwają się z wody na powietrze. szybkim samobójczym ruchem, na amen w różańcu z rybich wypukłych oczu.

Comments

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem