Skip to main content

obciach





są brzydkie kwiaty pielęgnowane w małych miejskich ogródkach i brzydkie koty bez oka ze schronisk; misie z lumpeksów, nad którymi trzeba się litować, niemodne bluzki z kołnierzami, chłopcy z pierwszym wąsem. są mężczyźni w wieku naszych dziadków, którzy nieumyci przychodzą na spotkania ze znanymi pisarkami. aparatem-małpką próbują unieruchomić rzeczywistość, ale ta im się wymyka a każde zdjęcie staje się pełzaniem żyrandoli, lamp i twarzy. jest zapach ptasich piór — duszny, kwaśny — piór rosnących najbliżej ptasiej skóry, gorącej od kołowania tuż nad ziemią, od trącania ziarenek piasku końcem skrzydła. ptasie pióra to wstyd i brud, to lekko wilgotny materiał dziewczęcych spodni, zdejmowanych po całym dniu zakładania nogi na nogę, czekania na czekanie. są koce z wizerunkami koni o czujnych oczach, rzucane na wersalki, które gubią naskórek. należy okrywać się nimi tak, by ramionami objąć z łatwością końską szyję i przyjmować w siebie woń spoconej sierści pomieszaną z dobrze znanym zapachem pudła na pościel. są opaski obszyte pluszem, od którego cierpną palce. czerwony materiał od wewnątrz jest twardszy i gromadzi tam warstwami zapach podstawy włosów, pączkujący na dnie cebulek, wypychany siłą odpływów na zewnątrz ciała. 


są takie pomruki ciała, które pochodzą wyłącznie stąd, tak jak chlupot błota albo mlaskanie soczystym jabłkiem. są połacie skóry wymykające się bieliźnianym gumkom i ciasnym rękawkom koszulek na lato. jest ciało, które nie śpi, by przesuwać swoje granice, by się pomnażać. by rosnąć i boleć.



Comments

  1. Czasem mam ochotę fotografować skórę, z bliska. A potem kupić kawałek czerwonego mięsa i robić w nim nacięcia, skoro zgadzam się, że własnego ciała póki co nie chcę niszczyć, przynajmniej nie za bardzo.
    A misia z lumpeksu mam, choć jednak okazał się owcą.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ten miś jest tutaj, w tekście, przez nasze iście i rozmawianie właśnie o nim :) tak jak rośliny, choć mowa była o konkretnej. a cała reszta chyba z przerażenia cielesnością i zachwycenia nią jednocześnie.

      Delete
  2. Wciąż jeszcze są tacy, którzy nie wierzą, że ciało jest odpowiedzią. Że gromadzi wiedzę i mówi do nas prawdę, jako jedyne.
    Jestem cała ulepiona z obciachu. Może trochę ratują sytuację piękne końskie szyje, nie z koca tylko z życia, mocno obejmowane, nie za mocno, żeby nie przestraszyć, ale mocno, żeby nie spaść, jak koń podnosił w górę i huśtał.

    ReplyDelete
    Replies
    1. słuchać ciała jest trudno, za blisko je mamy, za mało miejsca na dystans...

      Delete
    2. Dystans czasem się pojawia. na przykład we śnie - można się rozwarstwić. Pamiętam też, jak kiedyś czułam każde uderzenie serca tak mocno, że kiwałam się w rytm. Wtedy byłam wewnątrz i na zewnątrz. Miałam wtedy nerwicę, niezaleczoną jeszcze. Wtedy słucha się ciała za bardzo. Chociaż kto wie, czy za bardzo - może własnie tamto jest normalne, gadamy sobie z ciałem, ciało i umysł, równy z równym. Pewnie to nie sprawdziłoby się na dłużej, bo człowiek chodziłby taki wklęśnięty. Normalność zagłusza ciało. Może tak trzeba, inaczej może musielibyśmy słuchać strasznych historii.

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

siedlisko

przypomniałam sobie jaką konsystencję ma nocna leśna ciemność,
która wlewa się na piętro przez okna. a w oknach
jeszcze trzeszczą na ciemnym wietrze wyschnięte owady z lata
te neonowo zielone, które wraz z życiem tracą kolor, ale w zamian
zyskują wyjątkową kruchość

przybysz, lądowanie

to jeszcze nie sen, ale zbocze góry łagodne jak nadgarstek po wewnętrznej stronie -łasi się spodem liścia, idzie jabłoniami w chłodny, siny od brzegów pierwszy uścisk września





bójka

to tylko ślad po gorączce, a ja chciałabym
mieć wargę rozciętą w bójce, owocową krew,
choćby małą kropkę, co spada na chodnik
spowolniona upałem, wypluta pod buty i jest
jak skórka czereśni, tak samo blednie w czasie,
może wydziobie ją drozd, zapomni zaśpiewać
na deszcz, a może, między płytami chodnika (lub ziemi)
posieje się roślina, która nada się na napar
a ten zwali nas z nóg. ja chciałabym się bić
o chude kolana dziewczyny w levisach
skróconych u krawcowej (ładnie zawinęła), chciałabym,
ale robi się już ciemno i prawie nie można
odróżnić wrony od nieba, ciała od pnia drzewa. mogłabym
pościerać knykcie na korze, przepaść w dziupli,
kto by mi potem uwierzył w siniaki jeśli te
tak łatwo pomylić z cieniem